Aktorzy spod znaku Barana (20.10.2026)

Ja:

The Last of Us, S2E6 „Cena”
Znów bardzo dramatyczny odcinek. W sensie dramatu w relacjach międzyludzkich. Też bardzo mi się podobał. Relacja między Joelem i Elli zostaje tu pogłębiona i doprawiona rodzinnym tłem z dzieciństwa Joela.
Pod koniec płyną mu łzy. Zdumiewający popis aktorski w wykonaniu Pedro Pascal, który poza tym nie wyróżnia się akurat urozmaiconą mimiką. Baran.

Przychodzi mi na myśl Gregory Peck, który również błyszczał raczej brakiem różnorodności mimiki (też Baran). Kiedyś czytałem, jak ktoś powiedział o nim w wywiadzie (czy była to Vivienne Westwood?), że w prawdziwym życiu był dość nudnym facetem. Właściwie niezbyt miła taka charakterystyka. Przychodzi mi jeszcze do głowy Robert Downey Jr., kolejny aktor spod znaku Barana.

AI:

The Last of Us – sezon 2, odcinek 6: „Cena”

Twoja obserwacja wydaje mi się interesująca zwłaszcza wtedy, gdy mowa o tym, jak gra Pedro Pascal. Jego kreacja postaci Joela w dużej mierze opiera się na powściągliwości: niewiele mimiki, często zamknięty wyraz twarzy, zdawkowe reakcje. I właśnie dlatego łzy pod koniec mogą tak mocno działać.

Jest różnica między aktorem, który niewiele potrafi wyrazić, a postacią, która niewiele z siebie ujawnia. W przypadku Joela to drugie wydaje mi się decydujące. Zbudował sobie rodzaj emocjonalnego pancerza, a Pascal często gra go tak, że musimy raczej domyślać się, co dzieje się za nim.

W tym odcinku staje się to szczególnie wyraźne, ponieważ dowiadujemy się czegoś o dzieciństwie Joela i jego relacji z ojcem. Jego własne wyobrażenie o trosce najwyraźniej nie powstało niezależnie od tego, jak sam był traktowany.

A potem pojawia się Ellie, wobec której podejmuje rolę ojca, choć ta relacja nie jest ani prosta, ani wolna od konfliktów.

Ostatnia scena jest tak przejmująca, ponieważ zza jego twardości nagle wyłania się ogromna wrażliwość. Łzy nie sprawiają wrażenia zwykłego dramatycznego spiętrzenia, lecz czegoś, co wydziera się z tej postaci wbrew jej zwyczajowej samoobronie.

Jeśli chodzi o trzech aktorów, rzeczywiście odkryłeś ładny wspólny mianownik astrologiczny: Pedro Pascal, Gregory Peck i Robert Downey Jr. urodzili się pod znakiem Barana – odpowiednio 2, 5 i 4 kwietnia.

W twojej obserwacji zdecydowanie potrafię połączyć Pecka i Pascala. Obaj mają zdolność tworzenia silnej obecności niemal nieruchomą twarzą. Przy Pecku myślę szczególnie o Zabić drozda. Jego autorytet jako Atticusa Fincha nie rodzi się z wielkich gestów mimicznych, lecz ze spokoju i postawy.

Robert Downey Jr. jest natomiast dla mnie niemal kontrprzykładem. Zwłaszcza jako Tony Stark gra brwiami, kącikami ust, ironicznymi spojrzeniami i nieustannie zmieniającym się wyrazem twarzy. Być może pokazuje to również granicę astrologicznego podobieństwa.

Wypowiedzi o rzekomo nudnej osobowości Pecka nie przypisywałbym Vivienne Westwood bez wiarygodnego źródła. Ale myśl stojąca za nią jest ciekawa: człowiek fascynujący na ekranie wcale nie musi być prywatnie porywającym rozmówcą.

W „Cenie” jeszcze bardziej zajmuje mnie jednak scena między Joelem i Ellie. Joel broni swojej decyzji, by uratować Ellie, choć tym samym odebrał jej możliwość własnego wyboru. A Ellie może dostrzegać jego miłość, nie będąc przez to gotowa od razu mu wybaczyć.

Miłość, troska i szacunek dla samostanowienia drugiej osoby popadają tu w niemal nierozwiązywalny konflikt.

Uważam to za niezwykle dojrzałe przedstawienie relacji ojca z córką. Joel nie musi najpierw przestać uznawać swej ówczesnej decyzji za słuszną, by znów możliwe stało się zbliżenie między nimi. A Ellie nie musi przyznać mu racji, aby zrobić pierwszy krok w jego stronę.

Może aktorska siła Pascala pod koniec polega właśnie na tym, że Joel przez chwilę nie może już niczego kontrolować: ani osądu Ellie na jego temat, ani jej gotowości do wybaczenia mu. Może już tylko pokazać, co ta relacja dla niego znaczy.

I nagle wystarcza do tego twarz, po której płyną łzy.

Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami na temat tego wpisu poprzez wpis na forum lub wiadomość prywatną .

Wewnętrzne dziecko→
×